Nie wiedziałam, że zwierzając się Wam tutaj, wywołam takie zainteresowanie. Cieszy mnie fakt, że i Wy jesteście w stanie się mnie wygadać. To miłe. Ale smuci mnie niesamowicie, że przechodzicie takie same rzeczy jakie mnie spotkały, albo przeżywacie istne piekło, o którym sobie nawet nie wyobrażałam.
Dziewczyny, nie dajcie sobą pomiatać, manipulować. Każda mądra dziewczyna zna swoją wartość i nie powinna się dać ograniczyć, etc. Ja byłam w cudownym związku. Naprawdę. Spędziłam ze swoim chłopakiem prawie 4,5 roku razem. Było nam cudownie. Kochaliśmy się, wspieraliśmy. Teraz zapytacie: dlaczego się więc rozstaliście? Nadchodzi taki dzień w związku każdej pary, gdzie uświadamiamy sobie: “Kurczę. Nie pasujemy do siebie. Dlaczego nie widziałam/em tego wcześniej?”. Jedni rozchodzą się po miesiącu, jeszcze inni, tak jak my, po czterech latach, ale są przecież tacy, co odchodzą od siebie po 10, 15 latach. W sumie, brzydko i nie na miejscu mówiąc, cieszę się, że stało się to teraz. A nie za kilka lat. Bo wiem, że byłoby nam stokroć ciężej się po rozstaniu podnieść. A teraz, mimo wszystko, piszemy ze sobą, a czasem nawet wzajemnie się wspieramy, mówiąc: “Będzie dobrze, Mała.” , “Wszystko się ułoży, Misiaku”.
Nie pisałam od maja. Przeszłam przez matury, przez ciężkie dni oczekiwania na wyniki, denerwowałam się, płakałam, krzyczałam i tupałam nogami w podłogę tylko po to, by w jeden dzień usłyszeć: “Gratuluję! O to Pani świadectwo dojrzałości”. Spędzałam czas z przyjaciółmi, ze znajomymi. Płakałam tylko nocą w poduszkę. Czasem łzy poleciały przy Grześku – mężczyźnie, który wspiera mnie na każdym kroku, który dodaje mi otuchy jak słońce po długotrwałej ulewie. I który jest moim towarzyszem, miejmy nadzieję, do końca życia. Wiele się zmieniło, nawet ja się zmieniłam. Na przykład patrząc w lustro mówię: “Mons… ale ty wydoroślałaś.” ; ) Ale to lustro kłamie, więc wiecie.
Ale tak na poważnie. Ten okres czasu, od kiedy nic tu nie pisałam, spędziłam na użalaniu się nad sobą, na płakaniu, denerwowaniu się. Nie byłam sobą. Nikt mnie nie rozumiał. A przynajmniej tak mi się wydawało. Wtedy wchodziłam tutaj. Pojawiły się komentarze od Was w najbardziej odpowiednim dla mnie momencie. Świadomie, czy nie – pomogliście mi. Uświadomiłam sobie wiele rzeczy. Teraz? Teraz jestem szczęśliwa. I nie wstydzę się o tym pisać.
Dbajcie o siebie. (Zwracam się w szczególności do kobiet). Poznajcie swoją wartość. Nikt nie ma prawa Was uderzyć, Wami pomiatać. Nie płaczcie, bo nikt nie jest wart Waszych łez. A jeśli znajdzie się ktoś taki…. to nigdy nie pozwoli Wam płakać.
Pozdrawiam Was gorąco. Całuję.
Czas na kawkę.