Kanały:
Wpisy
Komentarze

Żyję. Mam się jako tako. Momentami nawet dobrze. Sesja do przodu. Został mi tylko jeden egzamin i wyniki z wczorajszego. Mam nadzieję, że nie będę musiała zakuwać cały weekend, by jechać w poniedziałek na poprawkę.

Jadę dziś do babci. Odpocząć, pomyśleć. I pouczyć się na kolejny egzamin.

Ludzie. Jaka ja jestem zmęczona. Niech to się skończy. Niech zima sobie idzie. Ja chcę wakacje. Albo chociaż kwiecień.

I piosenka.

Joe le taxi

Żul jest w taaaksi. Jedzie do ciooci.

Czyli dwa wariaty w piątkowy wieczór.

Nowszy Model.

Kupiłam sobie długopis. Cienkopis fajny i blok A3. Teraz robię zajeduże, zajekolorowe i zajeprzejrzyste Mapy Myśli. C:

Logika nie poszła jak pójść powinna. A dziś niezapowiedziany egzamin z angielskiego się odbył. Miło.

Zamieć za oknem. Sypie. A dach skrzypi. Łiiiii!

Długopis.

Wpieniłam się. Piszę i rysuję sobie mapy myśli, utrwalam materiał na jutrzejszy, już dzisiejszy, mały egzamin a tu co? Długopis się wypisał. Aaaaach tam. I tak miałam kończyć. Idę spać.

Noc z Kamilą i Kasią.

Tęsknię za Tobą, Grześ.

Sesja.

Wydajność nauki w czasie sesji mierzymy w tygodniach na godzinę.

Pięknie jest.

Do I egzaminu zostało: 17 dni

Spać.

Czas spać. Bo misiek rano na kawkę wleci.

Branoc.

Że podsumowanie niby

Nie wiem jak mam opisać ten rok. Był bardzo ciekawy, nie powiem. Ale nieźle dał mi w kość.

W ogóle to jestem zła. Bo jeszcze nie rozprawiłam się do końca z poprzednim rokiem, a teraz jeszcze muszę z tym. Źle mi. Łzy nabiegają do oczu. Ale jak to w bajce, niby wszystko kończy się szczęśliwie. W doborowym towarzystwie. Z uśmiechem na twarzy… Ale to jutro.

Pierwsze cztery miesiące to coś w stylu tej smutnej częście w telenoweli brazylijskiej. Cytat, z którym sobie utożsamiam tamten okres:

“- Spokojnie. Już nie płacz.
Pokaż no się. Poprawię ci makijaż.
Niech ten drań nie myśli, że przez niego
płaczesz… “

Maj przyniósł maturę, rozstanie z Robertem, dużo łez. Ale i początek czegoś pięknego, czegoś, czego do tej pory nie potrafię pięknie opisać. Nie potrafię. Może wystarczy: miłość? Przy tym coraz więcej uśmiechu i wiary w lepsze jutro.

Grypa jelitowa razy milion. Cycki mi urosły trochę. Od uśmiechu do płaczu. Rok załamań (psychicznych). Fizycznych w sumie też, bo ja przewrotów w tył nie potrafię. Zranione serce. I to w sumie nawet prawda, że tylko raz – porządnie można mieć je złamane. Mama już mnie pytała: Czy nie lepiej byłoby poznać jakiegoś wampira? [przyp.red.: Parę godzin przed poznaniem Grześka, słowo!]. Były zdrady – raniące, były kłamstwa, słowa rzucane na wiatr, niespełnione obietnice, i ciosy w samo serducho, które nie jedno już przeżyło. Magia napisów od TYMBARKA. Nie obyło się bez zawiedzenia się na kilku osobach, bez przygód na jedną noc (bez podtekstów proszę), bez spontanów, śmiechów – chichów, wspaniałych nocowanek z Kaśką na czele, z Olgą na czele, bez strasznych-prawdziwych opowieści. Było nawiedzenie w Unii, było nawiedzenie w nocy przez postać, miałam ‘misję’, wypełniłam. Znów stałam się, nazwanym przez Kasię, Agę, Olgę – medium. I fajnie. Dwie (albo trzy?) wystawy fotograficzne dzięki Klubowi KADR. Spacery przy świetle księżyca. Spadające gwiazdy (na serio…). Oboje lubimy Muminki. Moc sesji zdjęciowych. Dopadła mnie miłość. I: Jak Bozia da, to się zobaczymy. No i się zobaczyliśmy. PRZEpiękne zachody słońca. Wspólne miejsce… To jest właśnie życie, Moniu. Bo po raz pierwszy się przy nim popłakałam. Przy zachodzącym słońcu. Przy księżycu. Przy komarach. Przy Grześku. Odeszły wspaniałe osoby ([*], [*]).  (…) Pierwsze moje szamponetkowanie, z Kamilą oczywiście. Z guru urody:).  Szydłówiec. Brak zasięgu, to jednak coś pięknego. Lenny Kravitz. Time after Time. Oraz: “Ci, którzy przysparzają cierpienia, też cierpią.” …Prezez leci do Stanów. Zakochana Kams. Zakochana Kaś. Pobudzone serducho Agnieszki. Wypad z chłopakami na zdjęcia + dziki. Powietrze pachnące cytrynową Fruitellą. Chuśtawki. Ale – nastrojów. Warsztaty fotograficzne z Mirkiem. Gdzie są moi przyjaciele-ele-ele? Wiaderko sąsiada. Uzależniłam się od kiśla z Bieksy, takiego, co się wsypuje do kubeczka, zalewa wrzątkiem, miesza i o… jest. Anastazewo z Mat-Fizem i Kasiulą.  Wymarzone MORZE! Gdańsk – Sopot. Stare Miasto. Łódź, w której się zakochaliśmy. Niestety, nie udało się tym razem (zamieszkać – w sensie), ale uda się następnym! Poznań. Mama kupiła nam patelnię. Nowe mieszkanie, studia. I wszystko razem. Dlatego teraz – nie potrafię bez Ciebie zasypiać. No i nasze wspólne święta. A jutro – wspólny Sylwester i witanie Nowego Roku :*

No i to był rok Nowych Znajomości, zdecydowanie. Andżelika, Kasia, Marta, Masumi, ludzie z roku, współlokatorzy, modelki, rodzinka Grzesia <3, ludzie z KADRu. Dziękuję Wam wszystkim! I nie obraźcie się, ale znajomością roku okrzykuję znajomość z Grzesiem moim. Tak miało być. : )

W sumie wyszło, że ten rok wcale taki zgibany nie był. Ale zaoszczędzę Wam, naprawdę, tych złych chwil, w których wyglądałam jak wrak człowieka. Problemy ma każdy. Może tak nauczymy się je po prostu rozwiązywać? Słuchać siebie nawzajem? Ja straciłam trochę wiary w ludzi. Ale mam nadzieję, że w przyszłym roku ją odnajdę.

Tak samo mam nadzieję, że uda mi się w końcu coś porządnego zrobić w kierunku fotografii. No, ale nawet w tym roku, jak na mnie, nieźle mi szło.  No i weszłam w studio. Ale to wszystko, dzięki Grzesiowi oczywiście.

W ogóle – twarda baba się ze mnie zrobiła. Czasem nawet bez serca. A to wszystko dlatego, że ja już sobie w kaszę dmuchać nie pozwolę.

I lubię nową piosenkę Chylińskiej.

No nic. Późno. Wam życzę wszystkiego dobrego na Nowy Rok. Spełnienia marzeń. Szczęścia. Miłości. Zdrowia. Pieniędzy.

Buziaki!!!!

“Skrót” roku z moim ryjkiem na czele.

I większy buziak dla tych, którzy wytrwali do końca.

Happy New Year!!!

Czekolada.

Nocą jem czekoladę. Przytyję? A może cycki mi urosną?

Niedobrze mi się robi na myśl postanowień noworocznych, zmian, których muszę dokonać oraz obaw związanych z “szczęśliwym” Nowym Rokiem.  Mam nadzieję, że będzie lepszy. Dla każdego z nas.

Jak święta?

***

25 listopad 2009r., środa.

29 dni do świąt plus wiosenna pogoda za oknem.

Mija pół roku jak jesteśmy razem.  Nie: ja jestem z Grześkiem, tylko: jesteśMY razem.

Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Poranne słońce przebijało się do pokoju przez ciemnopomarańczowe zasłony. Grześ już tulił mnie słodko i całował po policzku. Wiem, jakie mam szczęście. Jestem JesteśMY siebie pewni. Dziękuję kochanie za to pół roku przy Tobie – usłyszałam. Po czym padło pytanie: Jak Ty ze mną tyle wytrzymujesz? A ja sama się dziwię: jak on znosi mnie? Dziewczynę wymagającą, ciągle chorującą, w dodatku – niezbyt ładną, taką sobie? Będę zastanawiać się jeszcze długo.

Dostałam płatki miodowe do łóżka. O tak, Kochanie, rozpieszczaj mnie w ten sposób do końca życia! Błogo spędziliśmy ranek. Kocham Jego dotyk, spojrzenie. Nie potrafiłabym żyć bez Niego. Zjeżdżanie na weekend do domu pod pewnym względem jest dla mnie katorgą, bo tak źle mi bez Ciebie zasypiać, Grzesiu.

Wiem, że on czuje to samo. Skąd? Naleśniki od Niego mi to dzisiaj powiedziały. I do tego szczerze przy tym się do mnie uśmiechały. : )

***

Teraz:

27 dni do świąt i coraz to mocniejsze uczucia nas łączące. <3

Dobranoc Wam. Albo i: dzień dobry. : )

Starsze wpisy »