Nie wiem jak mam opisać ten rok. Był bardzo ciekawy, nie powiem. Ale nieźle dał mi w kość.
W ogóle to jestem zła. Bo jeszcze nie rozprawiłam się do końca z poprzednim rokiem, a teraz jeszcze muszę z tym. Źle mi. Łzy nabiegają do oczu. Ale jak to w bajce, niby wszystko kończy się szczęśliwie. W doborowym towarzystwie. Z uśmiechem na twarzy… Ale to jutro.
Pierwsze cztery miesiące to coś w stylu tej smutnej częście w telenoweli brazylijskiej. Cytat, z którym sobie utożsamiam tamten okres:
“- Spokojnie. Już nie płacz.
Pokaż no się. Poprawię ci makijaż.
Niech ten drań nie myśli, że przez niego
płaczesz… “
Maj przyniósł maturę, rozstanie z Robertem, dużo łez. Ale i początek czegoś pięknego, czegoś, czego do tej pory nie potrafię pięknie opisać. Nie potrafię. Może wystarczy: miłość? Przy tym coraz więcej uśmiechu i wiary w lepsze jutro.
Grypa jelitowa razy milion. Cycki mi urosły trochę. Od uśmiechu do płaczu. Rok załamań (psychicznych). Fizycznych w sumie też, bo ja przewrotów w tył nie potrafię. Zranione serce. I to w sumie nawet prawda, że tylko raz – porządnie można mieć je złamane. Mama już mnie pytała: Czy nie lepiej byłoby poznać jakiegoś wampira? [przyp.red.: Parę godzin przed poznaniem Grześka, słowo!]. Były zdrady – raniące, były kłamstwa, słowa rzucane na wiatr, niespełnione obietnice, i ciosy w samo serducho, które nie jedno już przeżyło. Magia napisów od TYMBARKA. Nie obyło się bez zawiedzenia się na kilku osobach, bez przygód na jedną noc (bez podtekstów proszę), bez spontanów, śmiechów – chichów, wspaniałych nocowanek z Kaśką na czele, z Olgą na czele, bez strasznych-prawdziwych opowieści. Było nawiedzenie w Unii, było nawiedzenie w nocy przez postać, miałam ‘misję’, wypełniłam. Znów stałam się, nazwanym przez Kasię, Agę, Olgę – medium. I fajnie. Dwie (albo trzy?) wystawy fotograficzne dzięki Klubowi KADR. Spacery przy świetle księżyca. Spadające gwiazdy (na serio…). Oboje lubimy Muminki. Moc sesji zdjęciowych. Dopadła mnie miłość. I: Jak Bozia da, to się zobaczymy. No i się zobaczyliśmy. PRZEpiękne zachody słońca. Wspólne miejsce… To jest właśnie życie, Moniu. Bo po raz pierwszy się przy nim popłakałam. Przy zachodzącym słońcu. Przy księżycu. Przy komarach. Przy Grześku. Odeszły wspaniałe osoby ([*], [*]). (…) Pierwsze moje szamponetkowanie, z Kamilą oczywiście. Z guru urody:). Szydłówiec. Brak zasięgu, to jednak coś pięknego. Lenny Kravitz. Time after Time. Oraz: “Ci, którzy przysparzają cierpienia, też cierpią.” …Prezez leci do Stanów. Zakochana Kams. Zakochana Kaś. Pobudzone serducho Agnieszki. Wypad z chłopakami na zdjęcia + dziki. Powietrze pachnące cytrynową Fruitellą. Chuśtawki. Ale – nastrojów. Warsztaty fotograficzne z Mirkiem. Gdzie są moi przyjaciele-ele-ele? Wiaderko sąsiada. Uzależniłam się od kiśla z Bieksy, takiego, co się wsypuje do kubeczka, zalewa wrzątkiem, miesza i o… jest. Anastazewo z Mat-Fizem i Kasiulą. Wymarzone MORZE! Gdańsk – Sopot. Stare Miasto. Łódź, w której się zakochaliśmy. Niestety, nie udało się tym razem (zamieszkać – w sensie), ale uda się następnym! Poznań. Mama kupiła nam patelnię. Nowe mieszkanie, studia. I wszystko razem. Dlatego teraz – nie potrafię bez Ciebie zasypiać. No i nasze wspólne święta. A jutro – wspólny Sylwester i witanie Nowego Roku :*
No i to był rok Nowych Znajomości, zdecydowanie. Andżelika, Kasia, Marta, Masumi, ludzie z roku, współlokatorzy, modelki, rodzinka Grzesia <3, ludzie z KADRu. Dziękuję Wam wszystkim! I nie obraźcie się, ale znajomością roku okrzykuję znajomość z Grzesiem moim. Tak miało być. : )
W sumie wyszło, że ten rok wcale taki zgibany nie był. Ale zaoszczędzę Wam, naprawdę, tych złych chwil, w których wyglądałam jak wrak człowieka. Problemy ma każdy. Może tak nauczymy się je po prostu rozwiązywać? Słuchać siebie nawzajem? Ja straciłam trochę wiary w ludzi. Ale mam nadzieję, że w przyszłym roku ją odnajdę.
Tak samo mam nadzieję, że uda mi się w końcu coś porządnego zrobić w kierunku fotografii. No, ale nawet w tym roku, jak na mnie, nieźle mi szło. No i weszłam w studio. Ale to wszystko, dzięki Grzesiowi oczywiście.
W ogóle – twarda baba się ze mnie zrobiła. Czasem nawet bez serca. A to wszystko dlatego, że ja już sobie w kaszę dmuchać nie pozwolę.
I lubię nową piosenkę Chylińskiej.
No nic. Późno. Wam życzę wszystkiego dobrego na Nowy Rok. Spełnienia marzeń. Szczęścia. Miłości. Zdrowia. Pieniędzy.
Buziaki!!!!
“Skrót” roku z moim ryjkiem na czele.




























































I większy buziak dla tych, którzy wytrwali do końca.
Happy New Year!!!