***

Posted in Hmmmm tagi , , , , on listopad 21, 2009 by Monika Witowska

Nie zdawałam sobie sprawy, że łzy które jakiś czas temu

napłynęły mi do oczu, ściekały już po policzkach,

zdradzając mój stan ducha.

I bardzo lubię patrzeć w stronę zachodzącego słońca.

Sens istnienia.

Posted in Happy Time, Hmmmm, Z Grzesiem tagi , , , , , , , on listopad 13, 2009 by Monika Witowska

Po co żyję? Czy pewnego dnia obudzę się i będę wiedzieć z jaką misją przybyłam? Czy w ogóle istnieje coś takiego jak misja, którą mamy spełnić? Czy może mam nauczyć się żyć i życie po życiu będzie lepsze, ciekawsze i przyjemniejsze? Choruję po to by być zdrową. Płaczę by potem chodzić ciągle uśmiechniętą. Kocham, by być kochaną. Nie nienawidzę.

Jaki jest więc sens istnienia? Jostein Gaarder pisze:  Życie powinno mieć sens, ale to my sami musimy nadać naszemu życiu sens. Sami decydujemy o tym, co postrzegamy, wybierając to, co ma dla nas znaczenie.

I tak, znalazłam, dalej:  Czy miłość jest sensem istnienia? Odnalezienie drugiej połowy nie należy do rzeczy prostych. Według filozofów ateńskich, Zeus rozdzielił z gniewu wszystkie złączone istoty ludzkie. Od tamtej pory wszyscy szukają drugiej części pomarańczy. Jeśli siebie odnajdą,nie potrafią bez siebie żyć. Chcą być ze sobą cały czas,gdyż nigdy nie wiadomo czy niejaki “bóg” znów ich nie rozdzieli. Człowiek spełniony to człowiek kochający, mogący obudzić się z myślą, ze jego dzień zaczyna się dzięki ukochanej/ukochanemu. Wszelakie ambicje, cele, plany są pełnione dla miłości i przez miłość.

A co Wy o tym wszystkim myślicie?

Ja mam do kogo się uśmiechać rano. Codziennie dostaję płatki do łóżka. Mój mężczyzna zakłada mi grube skarpety, gdy widzi jak pociągam nosem. I jestem szczęśliwa. Ale na pewno nie spełniona. Jeszcze nie… A może właśnie o to chodzi ? By poczuć się choć raz spełnionym? I w pełni szczęśliwym? Dążmy do tego. Bo może to jest to. Może to jest ten sens. Kiedyś to zrozumiemy. Zobaczycie. : )

Tylko proszę, nie doszukujcie się tu jakiś pesymistycznych myśli. Żyję. Chcę żyć. Jestem szczęśliwa. Jestem z Wami.

Miłość w czasach zimnej jesieni.

Posted in Happy Time, Z Grzesiem tagi , , , , , , , , , on listopad 2, 2009 by Monika Witowska

W głośnikach słychać Michaela Buble’a, to znaczy, że idą święta, albo chociaż jest zimno i otulona ciepłym kocem od dziadka, rozmyślam o tym, co jest mi dane, o tym, co może mnie spotkać, o tym jak jestem szczęśliwa. Babci powiedzonko wbiło mi się w serce, wyryte je mam na każdym skrawku swojego marnego i coraz to bardziej chorego ciała. “Lepiej być biednym a szczęśliwym, niż bogatym a smutnym“. I trzymam się tego od kiedy pamiętam. Nie mam butów, marznę na przystankach, bo płaszcz za cienki, a ja się uśmiecham. Bo mam Dżordża, Grega, Gregorka, Grześka. I możecie mi wierzyć, albo i nie, mimo bólu jelit, coraz to mocniejszego bólu głowy, jestem cholernie szczęśliwa. Bo z nami to tak jak na dobre i na złe. Poznaliśmy się w życiowych, trudnych dla nas momentach. I przetrwaliśmy je. Good start, ha? No i teraz nie może być gorzej (odpukać), tylko lepiej. I do tego zmierzamy. Razem. Teraz jesteś w pracy. Wiem, że o mnie myślisz. Zostawiłeś mi liścik na poduszce… Widzisz. Nie potrzeba pieniędzy, by kogoś tak bardzo uszczęśliwić. Je t’aime.

A może dziś jeszcze coś naskrobię. : )

Idę na herbatkę.

Battle For The Sun

Posted in Happy Time, Z Grzesiem, Z Wariatami :) tagi , , , , , , , on wrzesień 29, 2009 by Monika Witowska

Jestem, żyję i nie mogę doczekać się listopada. : D

Bo mój Mężczyzna spełnia me marzenia. : ) A przyjaciele, którzy pamiętali, sprawili, że poczułam się naprawdę szczęśliwa!

With Kate

Iwo Grześ i Ja

A dziś urodziny Pani z drugiego zdjęcia!!!! Spełnienia marzeń Kasiu! :*

Wracam pod kołdrę i do herbatki z cytrynką :)

Miał być przerywnik.

Posted in Happy Time, Z Grzesiem tagi , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , on wrzesień 12, 2009 by Monika Witowska

Więc będzie. Plus morze  - dzień czwarty. Ale by kolejności zbytnio nie zmieniać, zacznę od odpoczynku wakacyjno gdańskiego. : )

Morze – dzień czwarty, 13 sierpnia 2009r.

Kolejny zimny, deszczowy dzień. Spędziliśmy więc więcej czasu w łóżkach. I ile to pomysłów powstaje przy wspólnym ‘leżakowaniu’  ;). Gdy już wstaliśmy z łożka, uszykowaliśmy się i wyszliśmy z New Age’m (pies kuzynki) na spacer. Porobiłam zdjęcia Grzesiowi, a później on trochę mi (tak to jest… para fotografów).

I wiecie co? Trafiłam na wspaniałego faceta! A do tego, jakie przepyszne naleśniki robi! Mmmmm! :]

Galeria Bałtycka, again (ten szauu zakupów i w ogóle), i znów zmęczeni. Bo ta pogoda tak męczy.

Grześ projektant Pozowanko Grzesiowi

Przy Naleśniczku z kuzynem Michałem

New Age

Wieczorny odpoczynek i zapiski dnia w pamiętniku ;)

Teraz zdjęcie dnia!

Grześ - kaaauboj z piffkiem i naszym przyjacielem - Tygryskiem!

Haha : D Najedź na zdjęcie, dowiesz się więcej ;)

_____________________________________

Agu i Kaś wpadły ostatnio na wspaniały pomysł i postanowiły mnie odwiedzić. No i tak zupełnie przypadkowo powstały zdjęcia, które zrobiły niezłą furorę…w  domu Agnieszki ;) . Babcia siedziała podczas sesji z nami, śmiała się i cieszyła, że ma kogoś do towarzystwa. Marley (mój mały szczeniak, synek Pani Beagle)  siedział w domu za karę (dzień wcześniej zjadł mi majtki!), więc na podwórku miałyśmy w miarę cicho. : ) Ach Babolki. Kocham Was!

_____________________________________

Aktualnie siedzimy sobie w Poznaniu. W naszym nowym mieszkanku. Czekamy na moich rodziców, przywiozą kilka rzeczy, obejrzą mieszkanie. I pojadą dalej w świat. Grześ właśnie leży, w nocy coś spać nie mógł po drożdżówce z pobliskiej Biedronki (a mówiłam: nie bierz!). A ja zasłuchana w Empire Of The Sun piszę sobie notkę, sączę kawkę z mlekiem, która przyprawia mnie o niemiłosierny ból brzucha (tak,  źle na mnie wpływają produkty pochodzenia mlecznego) i … olaboga… odpoczywam. Nie pamiętam, kiedy czułam się tak dobrze. Mam w końcu czas dla siebie, robię to, co chcę robić i oddycham. Pełną piersią. I chcę już tak zawsze!

Przez okno wpadają ostatnie ciepłe promienie, jeszcze wakacyjnego, słońca. Przez uchylone drzwi balkonowe wlatuje delikatny, wczesno-jesienny wietrzyk, milusio mi. Idę po ciacho.

Trzymajcie się cieplutko i nie chorujcie. Jelitówka panuje. Jak ktoś złapie  - polecam wygazowaną pepsi i mało słodki kisielek. I kto by pomyślał, że nie trzeba głodować. : )

Buziaczki, Pysiaczki!

Morze – dzień trzeci

Posted in Z Grzesiem tagi , , , , , , , , , , , , , , , , on sierpień 26, 2009 by Monika Witowska

Morze – dzień trzeci , 12 sierpnia 2009r.

Grzesiek rozbawia mnie do łez. Wziął maskotkę-Tygrysa i Tygrys przemówił    : D Kłócił się ze mną, że nie pójdzie z nami na plażę. Heh.

O jedenastej – śniadanko. O trzynastej – przepyszny obiadek u cioci (widzieliście kiedyś 16 skrzydełek na dwie osoby? A widzieliście kiedyś by to kiedyś wszystko zjeść? :D No.)

Poszliśmy spotkać się z Kasią Napiórkowską. Jeny. Ona jest wspaniała! Pod każdym względem :) . Była sesja, były lody, były zakupy. Poznaliśmy nawet jej mamę. Z tego, co zauważyliśmy, to też cudowna kobieta. (Kasiu, masz po niej uśmiech ; ) ).

Następnie spotkaliśmy się z Martą i Pawłem – jej mężczyzną ;) . Kupiliśmy parasol : D Zjedliśmy przepyszne ciacho czekoladowe, a później pojechaliśmy do Gdańska Głównego. Neptun, uliczki, Czarna Perła i… jo! : D

Teraz trochę zdjęć. Wszystkie by Grześ :)

dzien trzeci 01

Z Kate

Z Kasią

Trochę niewyraźni :D

Z Moosie

Mons w obiektywie Grzesia

Przy czarnej perle ;D

A to efekt sesji z Kasią : )

Od Kasi 1

Od Kasi 2

Od Kasi 3

cdn

Projekt: plaża – ciąg dalszy.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , , on sierpień 19, 2009 by Monika Witowska

Morze – dzień drugi. 11 sierpnia, wtorek.

Obudził nas dalmatyńczyk, który siedział na rynnie(!) na ostatnim piętrze kamienicy za oknem. : D Szok.

Padało. O słońcu na plaży mogliśmy tylko pomarzyć, so… Poszliśmy do Galerii Bałtyckiej. Zobaczyliśmy Kasię N. na plakacie sklepu Grey Wolf, obeszliśmy sklepy. Pięknie, bo trafiliśmy na wyprzedaże ;) . Obkupiliśmy się w miarę, i zjedliśmy przeeeeepyszne lody! Po trzech godzinach spędzonych w centrum handlowym, odwiedziliśmy ciocię Irenę i zjedliśmy pożywny obiadek <mniam>. Gdy tylko ujrzeliśmy promienie słońca, stwierdziliśmy, że lecimy na plażę. Ciocia Ania na wszelki wypadek dała nam parasol, byśmy nie zmokli, i poszliśmy w teren. Po drodze na Brzeźno, Grześ porobił mi kilka zdjęć z parasolem ;) Skakałam, śmiałam się, wesoło nam było. Aach. Uwielbiam spędzać z nim czas : ). Doszliśmy nad morze. Zdjęliśmy butki i poszliśmy na gofry <mniam> Wzięłam je sobie z żelem porzeczkowym, a Gregory z żelem wiśniowym. Smaczne były, jak się domyślacie. I w jednej ręce trzymając buty, w drugiej gofry, poszliśmy na plażę. Powoli zaczęło zachodzić słońce… I znów – porobił mi fotki przy świetnym świetle, w morzu. Wyczailiśmy wspaniałą latarnię i postanowiliśmy, że pójdziemy w jej stronę, ale jak znaleźliśmy się bliżej, zauważyliśmy, że nie można się na nią dostać od strony plaży. No to, zawróciliśmy, wypiliśmy sobie piwko w barze na plaży i patrzyliśmy na zachodzące słońce.

Zrobiło się ciemno. I zaczęliśmy się zbierać do domku. I szliśmy tak alejką…

Grześ: Gdzie jest parasol?!

Haha. Najwyraźniej został przy budce z goframi :) . Na następny dzień, postanowiliśmy odkupić parasol cioci. : )

dzien drugi 01 - dalmatyńczyk : D

Dzień drugi - skaczę sobie na plaży. Taka radosna jestem.

No i MY :*

Cdn : )

A lucky in the city

Posted in Z Grzesiem tagi , , , , , , , , , , , , , , , , , , on sierpień 17, 2009 by Monika Witowska

Byliśmy sobie, ja i Grześ, nad polskim morzem. Chcieliśmy uciec od szarej rzeczywistości, trochę znudzonej wakacyjnym życiem Słupcy, od nerwów. No i stwierdziliśmy, że odwiedzimy moją rodzinę w pomorskim, przy okazji, odpoczniemy, zwiedzimy. Może tak po krótce, opiszę, co się działo, jak było. : )

Wyjazd nad morze.

Dzień pierwszy – 10 sierpnia

Spakował nas Grześ dzień przed wyjazdem. Cud, że kobieta mieści się z ubraniami w jedną torbę. Jeszcze większy, jeśli mieści się w nią ze swoim mężczyzną ;) O siódmej rano mieliśmy pociąg do Poznania, a pięć minut po przyjeździe, bezpośredni do Gdańska. Podróż nie trwała długo, przynajmniej tak nam się wydawało. Bo jakże miło ją sobie razem spędziliśmy . W kabinie z klimą plus katarem i czekoladą z Biedronki ;) . Plakałam bardzo, przez jakieś dobre 20minut. Ze śmiechu. Bo ten wariat niemiłosiernie mnie rozśmiesza :) Łzy leciały mi ciurkiem po policzkach. Wszystko przez jedną minę, której, wybaczcie, Wam nie pokażę : D Ach… Dojechaliśmy szczęśliwie, spotkaliśmy się z moją kuzynką Karoliną,

potem z kuzynem Michałem, rozpakowaliśmy się i stwierdziliśmy, że idziemy na plażę. Cudownie nam było. I szliśmy sobie… Trzymając się za rączki. Zakochani.

Piasek, fajna woda, molo, pyszna rybka. Wracając, kupiliśmy sobie po Fancie. I za pomocą czego ją otwieraliśmy? No czego?! :D Kosza! Ha. Czad był… A wieczorem wołanie do siebie: dobranoc Kochanie, z dwóch końców pokoju ;)

W pociągu. Płacz ze smiechu : )

Ostatnia sesja

Posted in Uncategorized tagi , , , , , on lipiec 27, 2009 by Monika Witowska

Koniec, przynajmniej na razie, z żaleniem się na swoje życie, które przecież i tak jest C-U-D-O-W-N-E. Czas na coś, czym się zajmuję. Każdy wie, że to fotografia napędza mnie do dalszego życia, dzięki niej ładuję akumulatory i wyglądam jak wyglądam (ciągle z podpuchniętymi oczami, no bo przecież trzeba skończyć przeglądać/przerabiać zdjęcia ;) ).

Ostatnia sesja, którą robiłam, odbyła się 3 lipca. Przyjechały do Słupcy dwie dziewczyny z Konina. Spotkaliśmy się (Me&Greg) z nimi na dworcu PKP w Słupcy. Dziewczyny przywiozły torby z ciuchami, porozmawialiśmy chwilkę jak to wszystko będzie wyglądać i ruszyliśmy w drogę. : ) Postanowiliśmy, że Grzesiu będzie fotografował Nikolę, a ja Klaudię.

A to rezultaty naszej pracy:

Klaudia

Klaudia i Nikola

Teraz zastój. Bo aparat popsuty, wysyłany do Warszawy i o. Daj Boże, bym jeszcze w wakacje ujrzała swój aparat  : )

A Was pozdrawiam. Całusy. Monik

Dla Was

Posted in Uncategorized tagi , , , , , on lipiec 6, 2009 by Monika Witowska

Nie wiedziałam, że zwierzając się Wam tutaj, wywołam takie zainteresowanie. Cieszy mnie fakt, że i Wy jesteście w stanie się mnie wygadać. To miłe. Ale smuci mnie niesamowicie, że przechodzicie takie same rzeczy jakie mnie spotkały, albo przeżywacie istne piekło, o którym sobie nawet nie wyobrażałam.

Dziewczyny, nie dajcie sobą pomiatać, manipulować. Każda mądra dziewczyna zna swoją wartość i nie powinna się dać ograniczyć, etc. Ja byłam w cudownym związku. Naprawdę. Spędziłam ze swoim chłopakiem prawie 4,5 roku razem. Było nam cudownie. Kochaliśmy się, wspieraliśmy. Teraz zapytacie: dlaczego się więc rozstaliście? Nadchodzi taki dzień w związku każdej pary, gdzie uświadamiamy sobie: “Kurczę. Nie pasujemy do siebie. Dlaczego nie widziałam/em tego wcześniej?”. Jedni rozchodzą się po miesiącu, jeszcze inni, tak jak my, po czterech latach, ale są przecież tacy, co odchodzą od siebie po 10, 15 latach. W sumie, brzydko i nie na miejscu mówiąc, cieszę się, że stało się to teraz. A nie za kilka lat. Bo wiem, że byłoby nam stokroć ciężej się po rozstaniu podnieść. A teraz, mimo wszystko, piszemy ze sobą,  a czasem nawet wzajemnie się wspieramy, mówiąc: “Będzie dobrze, Mała.” , “Wszystko się ułoży, Misiaku”.

Nie pisałam od maja. Przeszłam przez matury, przez ciężkie dni oczekiwania na wyniki, denerwowałam się, płakałam, krzyczałam i tupałam nogami w podłogę tylko po to, by w jeden dzień usłyszeć: “Gratuluję! O to Pani świadectwo dojrzałości”. Spędzałam czas z przyjaciółmi, ze znajomymi. Płakałam tylko nocą w poduszkę. Czasem łzy poleciały przy Grześku – mężczyźnie, który wspiera mnie na każdym kroku, który dodaje mi otuchy jak słońce po długotrwałej ulewie. I który jest moim towarzyszem, miejmy nadzieję, do końca życia. Wiele się zmieniło, nawet ja się zmieniłam. Na przykład patrząc w lustro mówię: “Mons… ale ty wydoroślałaś.” ; ) Ale to lustro kłamie, więc wiecie.

Ale tak na poważnie. Ten okres czasu, od kiedy nic tu nie pisałam, spędziłam na użalaniu się nad sobą, na płakaniu, denerwowaniu się. Nie byłam sobą. Nikt mnie nie rozumiał. A przynajmniej tak mi się wydawało. Wtedy wchodziłam tutaj. Pojawiły się komentarze od Was w najbardziej odpowiednim dla mnie momencie. Świadomie, czy nie – pomogliście mi. Uświadomiłam sobie wiele rzeczy. Teraz? Teraz jestem szczęśliwa. I nie wstydzę się o tym pisać.

Dbajcie o siebie. (Zwracam się w szczególności do kobiet). Poznajcie swoją wartość. Nikt nie ma prawa Was uderzyć, Wami pomiatać. Nie płaczcie, bo nikt nie jest wart Waszych łez. A jeśli znajdzie się ktoś taki…. to nigdy nie pozwoli Wam płakać.

Pozdrawiam Was gorąco. Całuję.

Czas na kawkę.