Miłość w czasach zimnej jesieni.

W głośnikach słychać Michaela Buble’a, to znaczy, że idą święta, albo chociaż jest zimno i otulona ciepłym kocem od dziadka, rozmyślam o tym, co jest mi dane, o tym, co może mnie spotkać, o tym jak jestem szczęśliwa. Babci powiedzonko wbiło mi się w serce, wyryte je mam na każdym skrawku swojego marnego i coraz to bardziej chorego ciała. “Lepiej być biednym a szczęśliwym, niż bogatym a smutnym“. I trzymam się tego od kiedy pamiętam. Nie mam butów, marznę na przystankach, bo płaszcz za cienki, a ja się uśmiecham. Bo mam Dżordża, Grega, Gregorka, Grześka. I możecie mi wierzyć, albo i nie, mimo bólu jelit, coraz to mocniejszego bólu głowy, jestem cholernie szczęśliwa. Bo z nami to tak jak na dobre i na złe. Poznaliśmy się w życiowych, trudnych dla nas momentach. I przetrwaliśmy je. Good start, ha? No i teraz nie może być gorzej (odpukać), tylko lepiej. I do tego zmierzamy. Razem. Teraz jesteś w pracy. Wiem, że o mnie myślisz. Zostawiłeś mi liścik na poduszce… Widzisz. Nie potrzeba pieniędzy, by kogoś tak bardzo uszczęśliwić. Je t’aime.

A może dziś jeszcze coś naskrobię. : )

Idę na herbatkę.

Jedna odpowiedź do “Miłość w czasach zimnej jesieni.”

  1. Asia Powiedział/a:

    To dobrze, że jesteś cholernie szczęśliwa :) Ciepło się robi na serduchu kiedy się czyta taką notkę. To skuteczniejsze w zimne, jesienne wieczory jak ten dzisiejszy niż kolejna z kolei gorąca herbata. Jakaś taka nadzieja się pojawia, że i ja kiedyś będę mogła bez wahania napisać “jestem szczęśliwa”.
    Ach, wszyscy w koło szczęśliwi. Wychodzi na to, że tylko ja błądzę po tym świecie szukając sensu życia i celu do którego mogłabym dążyć. I tego słowa na M.

Dodaj komentarz