Nakruszone szczęściem.
Moje 45 kilo i 35.8 stopniowe ciało tęskni ciągle równo, ciągle tak samo. Wciąż potrzebuje Twojego 36.6 przy sobie.
499 dni. 11976 godzin siedzisz w mojej głowie. 444 dni minęło od pierwszego spotkania. Pierwszego realnego, warszawskiego: cześć, pierwszego pocałunku, od trzymania Twoich dłoni, moje zamknięte w Twoich. 270 tworzymy całość. Już nie tylko na zdjęciu. Nie tylko w mojej głowie. Tylko tak naprawdę. Na serio. I mówię sobie pod nosem: nie zesraj się z tej miłości, ale cooomitam. Wiesz, co jest w tym wszystkim najfajniejsze ? Że to odwzajemniasz. Że to czuję.
Nakruszyłeś w moim życiu szczęściem.
Ale proszę… nie sprzątaj. Lubię taki bałagan. <3

Maj 20, 2011 @ 5:41 pm
Mam takie pytanie. Z pewnością miałaś wczesniej chłopaków przed Łukaszem, a skoro jesteś teraz z nim to musiałaś z nimi zerwać, a więc moje pytanie: jak sobie radziłaś po takich rozstaniach? wiem, że pewnie to czas, o którym nie chcę się rozmawiać, ani go wspominać, więc jeśli nie chcesz nie odpowiadaj. Ja sama byłam w związku na odległość, ale dużo większą i mój się skończył niestety, ale to była pierwsza miłość, a mówią, że pierwsza miłość zawsze się kończy. Niby sobie radzę, jest dobrze i wiem, że to musiało się skończyć, bo pod koniec było już tylko “toksycznym” związkiem. Ale co jakiś czas czuję taką pustkę, brak i wyrzucam sobie, że to czuję, a nie powinnam. Och, w sumie sama nie wiem po co to pisze i o co mi właściwie chodzi.
W każdym razie pozdrawiam i nadal trzymam za Was i Waszą słodziutką miłość kciuki! :*
Lipiec 11, 2011 @ 10:32 pm
Przepraszam za wielkie opóźnienie w odpisywaniu.
Mówi się, że wszystko ma swój początek jak i koniec.
Przy rozstaniach ze swoimi poprzednimi partnerami, powtarzałam sobie: tak musiało być… Jestem bogatsza o nowe doświadczenie.
No i cokolwiek złego się u mnie dzieje, powtarzam słowa śp mojego dziadka: nigdy nie dostaniesz czegoś, czego nie będziesz w stanie udźwignąć
Sooooł: głowa do góry !
A że już trochę czasu minęło od Twojego komentarza, napisz: jak tam
Lipiec 31, 2011 @ 8:39 am
Dużo lepiej, od czasu napisania komentarza przeszłam przez wieeeele stanów, ale myślę, że powoli “doszłam do siebie”.
A Twój komentarz utwierdza mnie tylko w tym, że nie powinnam żałować, tylko po prostu, z usmiechem iść dalej.
Lipiec 31, 2011 @ 9:52 am
I toooo mnie cieszy. Uśmiecham się i życzę powodzenia ;*