Archiwum kategorii Uncategorized

Projekt: plaża – ciąg dalszy.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , , on sierpień 19, 2009 by Monika Witowska

Morze – dzień drugi. 11 sierpnia, wtorek.

Obudził nas dalmatyńczyk, który siedział na rynnie(!) na ostatnim piętrze kamienicy za oknem. : D Szok.

Padało. O słońcu na plaży mogliśmy tylko pomarzyć, so… Poszliśmy do Galerii Bałtyckiej. Zobaczyliśmy Kasię N. na plakacie sklepu Grey Wolf, obeszliśmy sklepy. Pięknie, bo trafiliśmy na wyprzedaże ;) . Obkupiliśmy się w miarę, i zjedliśmy przeeeeepyszne lody! Po trzech godzinach spędzonych w centrum handlowym, odwiedziliśmy ciocię Irenę i zjedliśmy pożywny obiadek <mniam>. Gdy tylko ujrzeliśmy promienie słońca, stwierdziliśmy, że lecimy na plażę. Ciocia Ania na wszelki wypadek dała nam parasol, byśmy nie zmokli, i poszliśmy w teren. Po drodze na Brzeźno, Grześ porobił mi kilka zdjęć z parasolem ;) Skakałam, śmiałam się, wesoło nam było. Aach. Uwielbiam spędzać z nim czas : ). Doszliśmy nad morze. Zdjęliśmy butki i poszliśmy na gofry <mniam> Wzięłam je sobie z żelem porzeczkowym, a Gregory z żelem wiśniowym. Smaczne były, jak się domyślacie. I w jednej ręce trzymając buty, w drugiej gofry, poszliśmy na plażę. Powoli zaczęło zachodzić słońce… I znów – porobił mi fotki przy świetnym świetle, w morzu. Wyczailiśmy wspaniałą latarnię i postanowiliśmy, że pójdziemy w jej stronę, ale jak znaleźliśmy się bliżej, zauważyliśmy, że nie można się na nią dostać od strony plaży. No to, zawróciliśmy, wypiliśmy sobie piwko w barze na plaży i patrzyliśmy na zachodzące słońce.

Zrobiło się ciemno. I zaczęliśmy się zbierać do domku. I szliśmy tak alejką…

Grześ: Gdzie jest parasol?!

Haha. Najwyraźniej został przy budce z goframi :) . Na następny dzień, postanowiliśmy odkupić parasol cioci. : )

dzien drugi 01 - dalmatyńczyk : D

Dzień drugi - skaczę sobie na plaży. Taka radosna jestem.

No i MY :*

Cdn : )

Ostatnia sesja

Posted in Uncategorized tagi , , , , , on lipiec 27, 2009 by Monika Witowska

Koniec, przynajmniej na razie, z żaleniem się na swoje życie, które przecież i tak jest C-U-D-O-W-N-E. Czas na coś, czym się zajmuję. Każdy wie, że to fotografia napędza mnie do dalszego życia, dzięki niej ładuję akumulatory i wyglądam jak wyglądam (ciągle z podpuchniętymi oczami, no bo przecież trzeba skończyć przeglądać/przerabiać zdjęcia ;) ).

Ostatnia sesja, którą robiłam, odbyła się 3 lipca. Przyjechały do Słupcy dwie dziewczyny z Konina. Spotkaliśmy się (Me&Greg) z nimi na dworcu PKP w Słupcy. Dziewczyny przywiozły torby z ciuchami, porozmawialiśmy chwilkę jak to wszystko będzie wyglądać i ruszyliśmy w drogę. : ) Postanowiliśmy, że Grzesiu będzie fotografował Nikolę, a ja Klaudię.

A to rezultaty naszej pracy:

Klaudia

Klaudia i Nikola

Teraz zastój. Bo aparat popsuty, wysyłany do Warszawy i o. Daj Boże, bym jeszcze w wakacje ujrzała swój aparat  : )

A Was pozdrawiam. Całusy. Monik

Dla Was

Posted in Uncategorized tagi , , , , , on lipiec 6, 2009 by Monika Witowska

Nie wiedziałam, że zwierzając się Wam tutaj, wywołam takie zainteresowanie. Cieszy mnie fakt, że i Wy jesteście w stanie się mnie wygadać. To miłe. Ale smuci mnie niesamowicie, że przechodzicie takie same rzeczy jakie mnie spotkały, albo przeżywacie istne piekło, o którym sobie nawet nie wyobrażałam.

Dziewczyny, nie dajcie sobą pomiatać, manipulować. Każda mądra dziewczyna zna swoją wartość i nie powinna się dać ograniczyć, etc. Ja byłam w cudownym związku. Naprawdę. Spędziłam ze swoim chłopakiem prawie 4,5 roku razem. Było nam cudownie. Kochaliśmy się, wspieraliśmy. Teraz zapytacie: dlaczego się więc rozstaliście? Nadchodzi taki dzień w związku każdej pary, gdzie uświadamiamy sobie: “Kurczę. Nie pasujemy do siebie. Dlaczego nie widziałam/em tego wcześniej?”. Jedni rozchodzą się po miesiącu, jeszcze inni, tak jak my, po czterech latach, ale są przecież tacy, co odchodzą od siebie po 10, 15 latach. W sumie, brzydko i nie na miejscu mówiąc, cieszę się, że stało się to teraz. A nie za kilka lat. Bo wiem, że byłoby nam stokroć ciężej się po rozstaniu podnieść. A teraz, mimo wszystko, piszemy ze sobą,  a czasem nawet wzajemnie się wspieramy, mówiąc: “Będzie dobrze, Mała.” , “Wszystko się ułoży, Misiaku”.

Nie pisałam od maja. Przeszłam przez matury, przez ciężkie dni oczekiwania na wyniki, denerwowałam się, płakałam, krzyczałam i tupałam nogami w podłogę tylko po to, by w jeden dzień usłyszeć: “Gratuluję! O to Pani świadectwo dojrzałości”. Spędzałam czas z przyjaciółmi, ze znajomymi. Płakałam tylko nocą w poduszkę. Czasem łzy poleciały przy Grześku – mężczyźnie, który wspiera mnie na każdym kroku, który dodaje mi otuchy jak słońce po długotrwałej ulewie. I który jest moim towarzyszem, miejmy nadzieję, do końca życia. Wiele się zmieniło, nawet ja się zmieniłam. Na przykład patrząc w lustro mówię: “Mons… ale ty wydoroślałaś.” ; ) Ale to lustro kłamie, więc wiecie.

Ale tak na poważnie. Ten okres czasu, od kiedy nic tu nie pisałam, spędziłam na użalaniu się nad sobą, na płakaniu, denerwowaniu się. Nie byłam sobą. Nikt mnie nie rozumiał. A przynajmniej tak mi się wydawało. Wtedy wchodziłam tutaj. Pojawiły się komentarze od Was w najbardziej odpowiednim dla mnie momencie. Świadomie, czy nie – pomogliście mi. Uświadomiłam sobie wiele rzeczy. Teraz? Teraz jestem szczęśliwa. I nie wstydzę się o tym pisać.

Dbajcie o siebie. (Zwracam się w szczególności do kobiet). Poznajcie swoją wartość. Nikt nie ma prawa Was uderzyć, Wami pomiatać. Nie płaczcie, bo nikt nie jest wart Waszych łez. A jeśli znajdzie się ktoś taki…. to nigdy nie pozwoli Wam płakać.

Pozdrawiam Was gorąco. Całuję.

Czas na kawkę.

Ending and Begining

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , on maj 21, 2009 by Monika Witowska

Ciężko mi. Postanowiłam zacząć życie zupełnie od nowa, poświęcić się swojemu hobby, żyć zgodnie ze swoimi ideałami, przekonaniami, kształcić dalej moje wartości. Rozstałam się z chłopakiem, z którym spędziłam dużą część swojego życia, przy którym nauczyłam się w jakiś sposób żyć. Aczkolwiek przeszkadzało mi coś w tym ‘układzie’. Nie czułam się szczęśliwa… Często wmawiałam sobie, że jest dobrze, że u każdego w związku są takie kłótnie. Przez zazdrość, zaborczość i zupełnie inne poczucie wartości – rozstaliśmy się. Stwierdziłam, że jeszcze trochę i zaczniemy skakać sobie do gardeł, że tak nie można żyć. Na szczęście – uszanował moją decyzję, a mi, nie ukrywam, strasznie ulżyło. W końcu mogę robić zdjęcia – gdzie chcę i z kim chcę. Mogę wyjść z dziewczynami bez poczucia winy, że “znowu im poświęciłam więcej czasu niż jemu”. Mogę słuchać tego, co mnie się podoba. Mogę iść do Łodzi na studia i nikt mi już tego nie zabrania.

Ale trudno, mimo wszystko, mi przez to przejść. Najgorsze są noce i piosenki w radiu, które się z nim kojarzą. Wtedy krzyczę w poduszkę i tonę w swoich słonych łzach, które przecież wylewałam niejednokrotnie przez niego. Żałuję tylko, że więcej było tych łez bólu, cierpienia, smutku niż łez szczęścia. Wiele nas łączyło, w pewien sposób nawet byliśmy do siebie podobni. Jednak w przeciągu roku, nasze życie diametralnie się zmieniło. Nie wiem, gdzie podziały się wspólne cele, marzenia (nie wspominając o wartościach…). Nie wiem, jak jest u Was… Ale u mnie nie są ważne imprezy do rana z dużą ilością alkoholu, nie jest ważna popularność, pieniądze. To właśnie zaczęło mnie drażnić… Niewiarygodne, że człowiek, przeprowadzając się do większego miasta, który idzie na studia potrafi się tak bardzo zmienić. Po niecałym pół roku (odkąd zamieszkał właśnie w większym mieście) przestałam poznawać własnego chłopaka. No i – zaczęło się porządnie pieprzyć.

Myślałam, że stracę przyjaciół (których przecież podobno nie można stracić, bo inaczej nie byliby przyjaciółmi). Myślałam, że wszyscy się ode mnie odwrócą. Zostałam jednak mile zaskoczona – bo każdy widział jak się męczę. A smutek w moich oczach bił ode mnie na kilometr(y). Teraz tylko podążam za szczęściem. Wybrałam swoją ścieżkę – będę się jej trzymać.

Tobie życzę przede wszystkim szczęścia i spełnienia marzeń, dążenia do wymierzonych celów, w których realizacji, no cóż, Ci przeszkadzałam. Wiem, że Ci się uda. Że będziesz szczęśliwszy z inną kobietą, bo ze mną, jak mawiałeś – ciężko żyć. ; ) Artystka, heh.

Where is my mind?

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , on kwiecień 21, 2009 by Monika Witowska

Poczuć, że się żyje. Ale, że tak naprawdę się żyje… Być w pełni szczęśliwym, ciągle uśmiechniętym. Czuć, że jest się spełnionym. Robić zdjęcia cały dzień, biegać i być zmęczonym po całym dniu pracy związanym z przyjemnością. Nie myśleć o zbliżającej się maturze, bo przecież się ją zda. ( Jak nie teraz, to w sierpniu lub za rok, heh. ) Leżeć na trawie, patrzeć w niebo, słuchać muzyki… Odpłynąć. Wieczorami chodzić na długie spacery (bo, co?) i wpatrywać się w gwiazdy, szukając tej swojej, ulubionej. Wypowiadać życzenia, mieć marzenia i żyć chwilą. Bo życie jest piękne!

Drugi tydzień w domu.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , , , on marzec 27, 2009 by Monika Witowska

Zaczyna się trzeci tydzień mojej choroby. Nie jest mi miło. Co wizyta u lekarza, to nowe leki, antybiotyki. Leżę, łażę. Nie robię nic pożytecznego.  A mogłabym. Za miesiąc matura, a ja jeszcze nie mam wszystkiego przerobionego. Ale nie mam siły. Brakuje mi jej. Brak towarzystwa, mimo trójki rodzeństwa, no i szczęścia coś odczuć nie mogę.

Ale chwila. Ten gościu od zawsze, jako jedyny, potrafił mi humor poprawić :)

Mój men! <3

Gorączka zawsze lubiła rządzić aparatem, statywem, samowyzwalaczem i mną! O to co potrafi zrobić z człowiekiem:

Zrobione przy pomocy siostry.

Królowa jest tylko jedna i koniec!

Don't you wanna

Unconditional Love

Nie chorujcie misiaki :*

Moondance

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , on marzec 19, 2009 by Monika Witowska

Jestem spokojna po tym, jak powiedziałam swojej przyjaciółce o całej tej sytuacji. Czuję się tak, jakbym wypełniła swoje zadanie, hmm, małą misję. Nie pierwszy raz i nie ostatni coś takiego się w moim życiu zdarzyło. To się powtórzy, wiem o tym.

Wstrząśnięta opowieścią mamy, boję spać się sama, więc moja siostra dzieli ze mną łóżko. Ale o tej historii może innym razem… brrrr.

W sobotę, 14 marca, miałam okazję jechać na wycieczkę do Częstochowy. Wyjeżdzaliśmy o 3:30 z przystanku. Ale już po 30km wysiadł nam bus! Czekaliśmy ponad godzinę, aż podstawią nam kolejny. Było bardzo zimno. Namarzliśmy strasznie. Nawet zasnąć nie mogłam.

CzęstochowaCzęstochowa

Częstochowa

Przed 8 byliśmy na miejscu. I stwierdzam: to był jeden z najlepszych wyjazdów w moim życiu! Uduchowiona wróciłam. Modlitwy podniosły mnie na nogi. Jestem silniejsza, spokojniejsza. Tego było mi trzeba! Tym bardziej po tych akcjach… z sami wiecie czym.

Wiosennie, tak troszeczkę, z siostrą:

Klaudia.

Dissapear

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , on marzec 11, 2009 by Monika Witowska

Widzę, że nie jedna osoba zainteresowała się “moją historią”. Zaczęłam sobie wszystko układać. Zaczęłam się domyślać…

Pojawił się dwie noce z rzędu. W pierwszą noc czułam jego obecność, co chwilę budziłam się i nie mogłam spokojnie zasnąć. Przebudziłam się w środku nocy, ciągle miałam zamknięte oczy. Ale wiecie jak to jest… Jak ktoś patrzy się na Ciebie przez dłuższą chwilę, nie wytrzymujesz i musisz się spojrzeć w jego stronę. Więc otworzyłam oczy, bo czułam, że ktoś bacznie mnie obserwuje… Tylko nie wiedziałam, że to z takiego bliska. Ujrzałam postać pochylającą się nad moim ciałem. Stała tuż przy łóżku… Z rysy twarzy, sylwetki poznałam, że jest to młody mężczyzna. Nie pamiętam dokładnie, co stało się później… Wiem jedynie, że przestraszyłam się, postać zniknęła (tak to jest jak kogoś na czymś przyłapiemy, chcemy się gdzieś schować) i nagle – o dziwo, zasnęłam.

W tę samą noc, po danej sytuacji, pamiętam, coś mi się śniło. Ale rano, jak wstałam byłam w niesamowitym szoku i nawet nie potrafiłam sobie przypomnieć jak się nazywam. Powiedziałam o wszystkim rodzicom…

Cały dzień, wieczór analizowałam, kto to mógł być. Przypominałam sobie “twarz” tej ‘osoby’ i całą sylwetkę. Wywnioskowałam, że nie może to być nikt z mojej rodziny, bo młodo umierały jedynie kobiety… Szukałam dalej… Kolejnej nocy również się pojawił… Mimo tego, iż spałam u swoich braci. Tym razem nie odważyłam się otworzyć oczu. “Czuwałam” całą noc, nie mogłam spać i… ciągle czułam jego obecność… Następnego ranka dalej analizując osoby z mojej rodziny, etc.  przypomniało mi się, co mi się śniło poprzedniej nocy…

Leżałam sobie na  łóżku, zmarnowana, lekko drzemałam. Nagle przebudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Zobaczyłam, że dzwoni do mnie przyjaciółka, z którą dawno nie rozmawiałam. Z uśmiechem na twarzy odebrałam połączenie:

- Halo?

- No cześć – usłyszałam męski głos.

- Tak, słucham?

- Fajnie tu! Dobrze mi jest. Pozdrów ją.

Po czym mężczyzna rozłączył się. A ja … a ja się obudziłam.

Złożyłam to wszystko w jedną całość… Po czym napisałam do tej mojej przyjaciółki. (Jej tata zmarł 10lat temu). Opowiedziałam jej całą sytuację, na początku się wahałam, bałam się, że ją przestraszę, że mi nie uwierzy. Ale ona zapewniła mnie, że to nawet miłe. Że ciągle o nim myśli, że modli się i prosi… Prosi by dał jej jakiś znak. Po czym napisała: “Wiedział tata do kogo ‘zadzwonić’ “.

Trzeciej nocy nic się nie działo. Przed snem pomodliłam się… A w sercu? W sercu niesamowity spokój.

Widok z mojego okna.

Zjawa.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , , , , on marzec 10, 2009 by Monika Witowska

Troszkę później nawiążę do tytułu, na razie podzielę się z Wami tym, co działo się wczoraj. :)

Chłopaki z naszej klasy postanowili zorganizować nam (dziewczynom) w jednej ze słupeckich pizzeri Klasowy Dzień Kobiet. Co prawda nie zjawili się wszyscy, aczkolwiek było bardzo, jak to śmie mawiać moja klasa, pociesznie. Rozmawialiśmy o czołówce klasowej nagrywanej przed studniówką, o filmie z tej zabawy, no i było dużo śmiechu. Najadłyśmy się z dziewczynami pizzą i “wzniosłyśmy toast” ulubionym jabłkowym Reddsem. Oczywiście nie obyło się bez typowych sesji zdjęciowych :D Chłopaki wdzięcznie pozowali, a dziewczyny pięknie uśmiechały. : ) I tak sobie siedziałam i myślałam, że to są ostatnie nasze klasowe spotkania. Zostały niecałe dwa miesiące. I teraz, dopiero teraz, pod koniec liceum żal mi opuszczać tych wszystkich ludzi. Będę tęsknić. Ale z drugiej strony… z kim będę chciała utrzymać kontakt – utrzymam. : )

A teraz trochę zdjęć:

Kamila, Ja, Basia

This is very sad foooor me!

Bo tak się bawi 3d!

Lejdis

Klasowe Love

Powracając do tytułu. Nie wiem, czy tylko ja tak mam… Inaczej: często wydaje mi się, że tylko ja tak mam. Dlatego głupio mi o tym pisać… Często widzę różne rzeczy. I wierzcie mi, to nie są wymysły mojej wyobraźni. A z głową, z tego co wiem, też wszystko ok. Nie raz dostawałam znak z hmm, jak to nazwać? Z innego świata. Znak, że coś się stanie. I po kilku godzinach, po dniu faktycznie coś się działo.

Rok temu, po śmierci dziadzi pojechałam na ferie do babci. Siedziałyśmy sobie przy kominku, przy zgaszonym świetle (jedynie ogień z kominka oświecał nasz pokoik) i oglądałyśmy jakiś film w TV. Było późno. Chyba chwilkę przed dwunastą. W domu każdy już spał (młodsze kuzynki i ich rodzice – babcia mieszka z nimi), więc było bardzo cicho. Nagle usłyszałyśmy huk. Dźwięk tłuczonego szkła tuż za nami. Okazało się, że szklany świecznik, który stał na kominku przy ramce ze zdjęciem dziadzi spadł z półeczki i rozbił się na dwie równe części (wraz ze świeczką). Bardzo się przestraszyłyśmy. Spojrzałam na zegarek: była dokładnie północ.

Rano obudził nas telefon. I rozbudziłyśmy się jeszcze bardziej, jak doszła do nas informacja, że najstarszy brat dziadzi zmarł w nocy. Tej nocy, w której roztłukło się to szkło…

No to jeszcze zaliczałoby się w moim przypadku do sytuacji normalnych. Nie wspomnę o białej sowie na strychu, która przepowiedziała śmierć mojej kuzynki, o spadających świętych obrazkach ze ścian i tym podobnych.

W nocy z 8 na 9 marca, jak i wczoraj działy się dziwne rzeczy… Budziłam się, co chwilę, niespokojnie spałam. I… czułam kogoś. Że ktoś jest w moim pokoju. (Rozmawiam o tym z koleżanką, będzie mi łatwiej w ten sposób wytłumaczyć, co się dzieje…)

Monika 13:11:23
Kurczę… powiedziałabym Ci coś ale zesrasz się w gacie…
Kamcia:) 13:11:38
no dawaj
Monika 13:12:02
Nawiedza mnie jakaś dusza…. nie daje mi spokoju.. i mówię całkiem poważnie…
Monika 13:12:17
przed wczoraj w nocy co chwilę się budziłam…
Monika 13:12:23
i widziałam kogoś nad moim łożkiem
Monika 13:12:31
ciągle ktoś u mnie w nocy w pokoju siedzi
Kamcia:) 13:12:32
o matko!
Monika 13:12:34
dziś to samo….
Kamcia:) 13:12:36
opowiadaj!
Monika 13:12:43
bałam się iść spać…
Monika 13:12:56
i poszłam spać do braci… ale znowu… ciągle… czuję obecność…
Monika 13:13:04
nawet nie wiesz jak się boję…
Kamcia:) 13:13:14
no nie dziwię ci się
Kamcia:) 13:13:22
ja bym umarła na miejscu już po pierwszym razie
Monika 13:13:26

Kiedyś, jak czułam dziadzię, to wiedziałam że to on… nie bałam się.

Kamcia:) 13:14:11
czyli w ogóle nie domyślasz się co to może być?
Kamcia:) 13:14:13
tzn kto…?
Monika 13:14:15
widzę jakiegoś szczupłego mężczyznę, gdzieś w przedziale wieku 20-30 pare lat…i stoi nad moim łóżkiem w nocy…
Monika 13:14:21
niee
Monika 13:14:31
kurde, wychodze teraz na jakas nawiedzona nie? ;/
Kamcia:) 13:14:31
Jezus Maria
Kamcia:) 13:14:36
ale wyraznie go widzisz?

Monika 13:14:56
to jest tak, ze widzisz postać… a twarz – masz kształty, ale nie widzisz rys, ani wyraźnie, zamazany obraz…

Nie, nie potrafię o tym pisać. To za dużo na mnie….. No i nie dziwcie się, że od dwóch dni nie mogę zasnąć i że boję się chodzić spać… Kocham noc. Ale od kilku dni, chciałabym by istniało tylko słońce…

Tia.

Posted in Uncategorized on marzec 8, 2009 by Monika Witowska

Mam dosyć napalania się na okazje cenowe na EBay’u. Dość promocji. W Ameryce ludzie z pasją taką jak ja (mam na myśli oczywiście fotografię) mają łatwiej (taniej). I mimo, że faktycznie to hobby jest przysłowiową skarbonką bez dna, na różnych portalach inter.  związanych z fotografią najlepsze prace (niekoniecznie zdjecia… chodzi mi o sprzęt) mają mieszkańcy USA, no i oczywiście Ci z Azji. Zazdroszczę, cholera. : )

Zdecydowałam. Po maturze, od razu, na początku czerwca wybywam z małej dziury zwanej Słupcą. I mimo tego iż bardzo ją kocham, pragnę wyjechać do większego miasta. Na początek: Poznań. I mieszkanie z moim ‘mężem’. I nikt mi w tym nie przeszkodzi. Za dużo przeszłam by teraz tego nie dostać. Później studia, Łódź. Ale tylko (tak myślę) co dwa tygodnie w weekendy.

Plany planami. By doszło do spełnienia swoich marzeń, muszę jeszczę trochę popracować. Mam maturę ustną z dwiema, bardzo wymagającymi paniami, które na nic nie przymkną oka. Więc trza się wziąć do roboty!

Tymczasem: idę spać i będę śnić o bezchmurnym niebie! <3 i o sobie… w Twych ramionach.